Historia niezwykłej Gryfonki
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
Jak to się zaczęło...
Leżała spokojnie wygrzewając się w zachodzącym już Słońcu nad jeziorem. W jej kasztanowych włosach nadal odbijał się dziwny blask. Ten sam od sześciu lat. Oddech miała spokojny, zielone oczy – zamknięte. Szczupłe ręce położone były w różne strony. Długie, szczupłe nogi wychodziły spod mundurkowej spódniczki. Uśmiechała się delikatnie. Miała wspaniałą, opaloną twarz. Rozkoszowała się tymi trzema ostatnimi dniami w Hogwarcie. Zaraz zaczną się wakacje i tuż po nich wyruszy na ostatni rok w swojej ukochanej szkole.
Obok niej równie piękne i spokojne leżały jej dwie pozostałe przyjaciółki – Dorcas Meadowes, była to dziewczyna o równie idealnej sylwetce, długich, czarnych lokach i dużych, brązowych oczach, oraz Caren Sansa – była hiszpanką, która wychowała się w Anglii. Miała długie, ciemnoblond włosy oraz piękne, rozmarzone, zielone oczy. Była najpiękniejszą dziewczyną w całym Hogwarcie. To za nią uganiały się całe zastępy chłopaków i to ona dawała im wszystkim solidnego kosza.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu położę się na plaży razem z wami. – westchnęła Caren.
- Pierwszy raz w życiu lecę do Hiszpanii. – Dorcas poderwała się z wielkiego kamienia, na którym się znajdowała.
- Spodoba ci się. – stwierdziła blondynka wpatrując się w koniec jeziora. – Jest słońce, upał i krystaliczna woda.
- Fajnie. Ale sama wiesz, że i tak muszę nauczyć się hiszpańskiego, dlatego – Evans wstała. – idę do biblioteki. Ktoś idzie ze mną?
Kiedy obie dziewczyny nie ruszyły się ze swoich miejsc przewróciła oczami i ruszyła w stronę zamku modląc się by wpaść… by nie wpaść na Jamesa. Pchnęła drzwi do zamku i rozejrzała się ostrożnie po najbliższym terenie znajdującym się w zasięgu jej wzroku. Kiedy stwierdziła, że żadnego z Huncwotów nie ma w pobliżu odetchnęła i ruszyła przed siebie.
Zadowolona dotarła do biblioteki bez najmniejszych przeszkód. Podrapała się w prawe ramię, gdzie ugryzł ją wczoraj komar, po czym podeszła do pani Pince – bibliotekarki.
- Szukam sposobu na szybkie nauczenie się hiszpańskiego. – stwierdziła opierając się o blat biurka.
Kobieta łypnęła na nią podejrzliwie, po czym przeszła się między półkami wracając z pięcioma grubymi tomiskami podając je Rudej, która pod ich ciężarem aż się ugięła.
- Dziękuję. – mruknęła i szybko wycofała się z biblioteki potykając się niezdarnie o próg i prawie nie przewracając się.
- Pomóc ci? – usłyszała męski głos tuż nad swoją głową.
Skoczyła jak oparzona i upuściła wszystkie książki, które spadły robiąc mnóstwo hałasu. Jedna upadła jej na nogę. Odskoczyła i skrzywiła się ze złością. Czemu zawsze się tak działo, że przy Potterze robiła z siebie kompletną idiotkę.
Pozbierał książki i zapytał delikatnie:
- Nic ci nie jest?
Aż jej serce stanęło na kilka sekund. Wydęła wargi i pokręciła głową biorąc od niego książki, mimo, że ostro protestował. Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Jak się spodziewała podbiegł do niej i uśmiechnął się ponownie.
- Widzę, że wyjeżdżasz na wakacje do Hiszpanii? – zapytał zadowolony.
- Tak. – przyznała.
- Przyznam ci się, że ja też.
Książki ponownie upadły na ziemię z trzaskiem. Zamknęła oczy ze złości. Kucnęła i szybko pozbierała je, po czym ruszyła tak szybko jak się tylko dało do dziewczyn. Wybiegła na błonia i zdyszana dotarła do swoich przyjaciółek zostawiając zdumionego Rogacza w tyle za sobą.
- Nie uwierzycie. – rzekła zadyszana rzucając książki koło Dorcas. – Potter też jedzie do Hiszpanii.
Caren spojrzała szybko, na Dorcas, po czym na jakiś punkt za Lily. Ta nie rozumiała, o co chodzi. Nabrała powietrza i powiedziała nieco drżącym od śmiechu głosem.
- Fajnie…
- FAJNIE?! Za każdym razem, jak James się zjawia zachowuje się jak idiotka. Nie wiem o co w tym chodzi i nie chce wiedzieć! Miałam nadzieję, że uwolnię się od Huncwotów, ale zdaje się, że będę miała na karku JEGO. Nie pojadę wtenczas będę miała wspaniałe wakacje!
- Lily. Hiszpania jest olbrzymia. My możemy jechać tam, a Rogacz na drugi koniec. Obiecałaś nam, że pojedziesz, więc czemu chcesz nas namówić na złamanie obietnicy. – Dorcas zrobiła obrażoną minę.
Spojrzała po nich i odwróciła się na pięcie mając zamiar odejść dumnym krokiem, ale na jej drodze stanął nie kto inny jak James Potter… „On mnie prześladuje, czy co?” – zdumiała się w myślach.
Odwróciła głowę do przyjaciółek, ale ze zdumieniem stwierdziła, że zniknęły pozostawiając jej torbę i grube tomiska.
- Aż miło. – syknęła widząc winowajczynie uciekające przez błonia do zamku.
Objął ją delikatnie w pasie i spojrzał na jej twarz.
- Radzę ci, żebyś mnie puścił, bo to… - spojrzała mu groźnie w oczy i ze zdumieniem stwierdziła, że… nie wiedziała, co powiedzieć…
Wyrwała się z jego objęć. Odrzuciła długie, rude włosy do tyłu i łypnęła na niego zielonymi oczami. Uśmiechał się delikatnie, a ona wydawała się niewzruszona. Spojrzała jednak na niego zaskoczona... co się z nią dzieje?
Tak to się chyba zaczęło… To znaczy, zaczęło się już wcześniej, ale Panna Evans dopiero teraz to zrozumiała…
Ten krótki rozdział miał na celu pokazania, w którym momencie w moim opowiadaniu Lily zakochuje się w Jamesie. Następne rozdziały będą o wiele dłuższe i bardziej zrozumiałe ;] Thx za uwagę i oczywiśćie...
CDN
second-life-evans 11/08/2008 16:29:51 [
Powrót]
Komentuj
naprawdę fajny początek :) Bardzo mi się podoba i czekam na ciąg dalszy. Ps. dodaję do linków- mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe... ;)
bez podpisu 14/08/2010 13:10:45
|
http://panna-evans.wjo.pl/ IP: zalogowany
Layout
By
Serena
Photos and brushe from
deviantart.
Text from Harry Potter and the Philosopher's Stone.
Music by
myflashfetish.
Don't Copy!